Historia 13
Historia 13
Dzisiaj mieliśmy dość ciekawy zajęcia. Po ostatnich przygnębiających wypadkach, Quiana postanowiła ogłosić konkurs na najładniejszego kucyka. Nasze kochane samce oczywiście uznały to za głupote i poszli się zająć bardziej „pożytecznymi” rzeczami. Według mnie to był fajny pomysł. W skład sędziowski miały wejść: Quiana, Cassidy,Luna i ja. Pozostałe wilczyce miały 2 godziny, by przygotować swoje kuce. W tym czasie Black Hope poszła coś upolować na małą imprezkę po pokazie. Wilczyce uwinęły się szybciej. Zaczął się występ. Każdy kuc był bardzo ładnie przystrojony, że było aż trudno wybrać zwycięzcę. Były tam Calineczka, mumia, motylek, duch, Indianin, cowboy, wampir, księżniczka i wiele innych. Nie mogłam się zdecydować. Po 10 minutach burzliwej kłótni między jury doszłyśmy do wniosku, że nie ma zwycięzcy. No cóż, może następnym razem nam się uda wybrać kogoś. Jednak po pokazie czekała na nas niezła wyżerka. Różnego rodzaju mięso, które było bardzo dobrze doprawione, świeże owoce leśne, soczysta trawa dla kucyków, ale nic nie mogło przebić miny naszych chłopców na widok tego jedzenia. Z początku udawali, że nic się nie stało. Później już nie mogli wytrzymać i zaczęli się do nas łasić. W końcu dałyśmy się ubłagać, ale zostały im tylko resztki. Zastanawialiśmy się co robić dalej. Postanowiliśmy się pobawić w berka z kucami w świetle gwiazd. Zabawa była udana do czasu, kiedy nie pojawił się mały problem. Otóż cały czas mi się wydawało, że ktoś mnie obserwuje. Każdy ruch. Na początku zignorowałam to, ale później było to trudne. Obracałam się w każdą stronę, by zobaczyć kto się na mnie bezczelnie gapi. Skierowałam się w stronę źródełka, bo chciało mi się strasznie pić po bieganiu. Reszta nadal bawiła się w najlepsze. Woda była zimna, ale mi to pasowało. Zobaczyłam jednak w za mną jakiś kształt w odbiciu wody. Odwróciłam się i stanęłam prawie dotykając nosem Scara. Uśmiechnął się podle.
-Widzę, że mnie znowu podrywasz- stwierdził.
-Ja? Ja się bynajmniej nie patrzę na wilki całymi godzinami- powiedziałam, odsuwając się od niego.
-Nie zmieniałaś się przez te lata w ogóle – mruknął.
-Za to ty bardzo. Czy mógłbyś dać nam w końcu święty spokój? – spytałam się go.
-Nie. Byłoby za łatwo. Ale nie przyszedłem dzisiaj po to, żeby pogadać z tobą. Mam dla ciebie wiadomość. Te dwa, małe szczeniaki co się przypałętały do nas, zostają na zawsze. Uznaliśmy, że czas wychować porządnie chociaż ta dwójkę- odpowiedział Scar.
-Ale to nie są twoje dzieci! Oraz co to znaczy „przypałętały się”? Sami je uprowadziliście- byłam już rozłoszczona nie na żarty.
-Może i nie są moje – Scar uśmiechnął się tajemniczo – Do zobaczenia Channel! Mam nadzieję, że znowu się spotkamy kiedyś.
Odwrócił się, po czym pognał w stronę lasu pozostawiając mnie z mało optymistycznymi myślami.
-Channel
Dzisiaj mieliśmy dość ciekawy zajęcia. Po ostatnich przygnębiających wypadkach, Quiana postanowiła ogłosić konkurs na najładniejszego kucyka. Nasze kochane samce oczywiście uznały to za głupote i poszli się zająć bardziej „pożytecznymi” rzeczami. Według mnie to był fajny pomysł. W skład sędziowski miały wejść: Quiana, Cassidy,Luna i ja. Pozostałe wilczyce miały 2 godziny, by przygotować swoje kuce. W tym czasie Black Hope poszła coś upolować na małą imprezkę po pokazie. Wilczyce uwinęły się szybciej. Zaczął się występ. Każdy kuc był bardzo ładnie przystrojony, że było aż trudno wybrać zwycięzcę. Były tam Calineczka, mumia, motylek, duch, Indianin, cowboy, wampir, księżniczka i wiele innych. Nie mogłam się zdecydować. Po 10 minutach burzliwej kłótni między jury doszłyśmy do wniosku, że nie ma zwycięzcy. No cóż, może następnym razem nam się uda wybrać kogoś. Jednak po pokazie czekała na nas niezła wyżerka. Różnego rodzaju mięso, które było bardzo dobrze doprawione, świeże owoce leśne, soczysta trawa dla kucyków, ale nic nie mogło przebić miny naszych chłopców na widok tego jedzenia. Z początku udawali, że nic się nie stało. Później już nie mogli wytrzymać i zaczęli się do nas łasić. W końcu dałyśmy się ubłagać, ale zostały im tylko resztki. Zastanawialiśmy się co robić dalej. Postanowiliśmy się pobawić w berka z kucami w świetle gwiazd. Zabawa była udana do czasu, kiedy nie pojawił się mały problem. Otóż cały czas mi się wydawało, że ktoś mnie obserwuje. Każdy ruch. Na początku zignorowałam to, ale później było to trudne. Obracałam się w każdą stronę, by zobaczyć kto się na mnie bezczelnie gapi. Skierowałam się w stronę źródełka, bo chciało mi się strasznie pić po bieganiu. Reszta nadal bawiła się w najlepsze. Woda była zimna, ale mi to pasowało. Zobaczyłam jednak w za mną jakiś kształt w odbiciu wody. Odwróciłam się i stanęłam prawie dotykając nosem Scara. Uśmiechnął się podle.
-Widzę, że mnie znowu podrywasz- stwierdził.
-Ja? Ja się bynajmniej nie patrzę na wilki całymi godzinami- powiedziałam, odsuwając się od niego.
-Nie zmieniałaś się przez te lata w ogóle – mruknął.
-Za to ty bardzo. Czy mógłbyś dać nam w końcu święty spokój? – spytałam się go.
-Nie. Byłoby za łatwo. Ale nie przyszedłem dzisiaj po to, żeby pogadać z tobą. Mam dla ciebie wiadomość. Te dwa, małe szczeniaki co się przypałętały do nas, zostają na zawsze. Uznaliśmy, że czas wychować porządnie chociaż ta dwójkę- odpowiedział Scar.
-Ale to nie są twoje dzieci! Oraz co to znaczy „przypałętały się”? Sami je uprowadziliście- byłam już rozłoszczona nie na żarty.
-Może i nie są moje – Scar uśmiechnął się tajemniczo – Do zobaczenia Channel! Mam nadzieję, że znowu się spotkamy kiedyś.
Odwrócił się, po czym pognał w stronę lasu pozostawiając mnie z mało optymistycznymi myślami.
-Channel
Historia 12
Historia 12
-Morgana, Ares i Fatum na czele. Musicie odzyskać Sucky'ego i Madie. Jesteśmy z Channel absolutnie pewni, że Scar porwał ich- powiedział Dan chwilowo zastępując Channel.
-Tak jest! Mamy przynieść z powrotem małe wilki- powtórzyła Morgana.
-Ile jeszcze mamy czasu?- spytał się Ares.
-Godzinę- odparł Dan.
-Drużyna! Mamy godzinę, by ustalić plan działania. Ruszać się!- wykrzyknęła rozkazy Fatum.
Dan popatrzył na oddalającą się grupę i przywołał następne wilki.
-Luna musisz pilnować Aragona oraz Alice. Chcieli dzisiaj pomóc w misji ratunkowej, ale są na to stanowczo za młodzi. Będą pewnie próbowali jakoś się wmieszać między Morganę, Aresa i Fatum. A ty Quiana pomożesz jej- Dan podał następny rozkaz.
Obie wilczyce odeszły. Następne wilki pojawiły się przed nim.
-Pysia, Shira, Night, Tom, Giny, Alex, Haru i Alex. Macie tutaj rozkład jak będziecie patrolować teren watahy. Trochę się pozmieniało. Zmykajcie!- powiedział Dan i odwrócił się, by pójść w stronę drzewa Channel. Po 2 minutach dotarł na miejsce. Pod drzewem spała przywódczyni. Biedna miała częste bóle głowy. Przez to dzisiaj Dan musiał rządzić. Trącił łapą Channel, która od razu się obudziła.
-Już wszystko gotowe- Dan spojrzał na Channel.
-To dobrze. Dziękuję Ci Ben- Channel często zwracała się do niego za pomocą drugiego imienia.
Wstała, by popatrzyć z wzgórza na rozciągającą sie na dole panoramę lasu. Westchnęła.
* * *
Ares, Morgana i Fatum cicho przedzierali się przez las. Na razie nie zostali zauważeni. Ale to była jednak ta łatwiejsza strona misji. Nie wiedzieli gdzie mogą znaleźć Sucky'go i Madie. Znali drogę do obozu Scara, dzięki Taminie i Cassidy. Po jakiś 3 godzinach zobaczyli małe światło na polance. Skierowali się tam, lecz nadal pozostali w cieniu drzew. Nikogo nie było na środku polany, tylko palił się wesoło ogień. Nie wyszli jednak, ponieważ to mogła być zasadzka. Zauważyli jakąś książkę przy starej sośnie. Fatum podniosła ją, a wtedy rozległ się za nimi śmiech,
-Myślicie, że jestem taki głupi? Teraz zapłacicie za to, że przyleźliście tu. Małe wilczki są moje. Nic nie poradzę, że są takie naiwne- powiedział Scar.
-Nie masz prawa tak mówić! To nie są twoje dzieci- warknęła Morgana.
-Ciebie to pamiętam i tą wilczyce również, ale ty jesteś jakiś nowy. Dobrze. Mamy więc spotkanie starych znajomych- Scar uśmiechnął się- Powitajcie moją ekipę.
Zza drzew wyszły inne wilki i otoczyły Aresa, Morganę i Fatum.
-Musimy się jakoś wydostać. Biegniemy na wprost i odbijamy potem w lewo. Nie zatrzymujemy się dopóki nie dojdziemy do domu- wydała rozkaz Fatum szeptem.
-Co tam mówicie? Nie słyszę- zły wilk zbliżył się do trójki.
-A nic ważnego ... JUŻ!- strażniczka krzyknęła i ruszyła do biegu. Rzucili się na jakąś wilczyce. Ktoś uczepił się karku Aresa, ale ten wyrwał się. Niestety nie obeszło się bez ran Zaczęli uciekać.
* * *
Po 2 godzinach dotarli na miejsce zdyszani. Dopiero 10 minut przed polanką watahy Channel, Scar się odczepił od nich, ale bali się zwolnić.
Channel oraz Dan wypadli nagle, zasypując zmęczonych Aresa, Morganę i Fatum lawiną pytań, Po chwili Channel zorientowała się, że nigdzie nie ma Sucky'ego, ani Madie. Fatum w milczeniu rzuciła pod nogi przywódczyni, małą książeczkę, która okazała się dziennikiem.
-Szkoda, że nie powiodło się. Chodźcie do nas. Złożycie nam raport- mruknął Dan. Wszyscy skierowali się w ciszy w stronę drzewa Dana.
-Morgana, Ares i Fatum na czele. Musicie odzyskać Sucky'ego i Madie. Jesteśmy z Channel absolutnie pewni, że Scar porwał ich- powiedział Dan chwilowo zastępując Channel.
-Tak jest! Mamy przynieść z powrotem małe wilki- powtórzyła Morgana.
-Ile jeszcze mamy czasu?- spytał się Ares.
-Godzinę- odparł Dan.
-Drużyna! Mamy godzinę, by ustalić plan działania. Ruszać się!- wykrzyknęła rozkazy Fatum.
Dan popatrzył na oddalającą się grupę i przywołał następne wilki.
-Luna musisz pilnować Aragona oraz Alice. Chcieli dzisiaj pomóc w misji ratunkowej, ale są na to stanowczo za młodzi. Będą pewnie próbowali jakoś się wmieszać między Morganę, Aresa i Fatum. A ty Quiana pomożesz jej- Dan podał następny rozkaz.
Obie wilczyce odeszły. Następne wilki pojawiły się przed nim.
-Pysia, Shira, Night, Tom, Giny, Alex, Haru i Alex. Macie tutaj rozkład jak będziecie patrolować teren watahy. Trochę się pozmieniało. Zmykajcie!- powiedział Dan i odwrócił się, by pójść w stronę drzewa Channel. Po 2 minutach dotarł na miejsce. Pod drzewem spała przywódczyni. Biedna miała częste bóle głowy. Przez to dzisiaj Dan musiał rządzić. Trącił łapą Channel, która od razu się obudziła.
-Już wszystko gotowe- Dan spojrzał na Channel.
-To dobrze. Dziękuję Ci Ben- Channel często zwracała się do niego za pomocą drugiego imienia.
Wstała, by popatrzyć z wzgórza na rozciągającą sie na dole panoramę lasu. Westchnęła.
* * *
Ares, Morgana i Fatum cicho przedzierali się przez las. Na razie nie zostali zauważeni. Ale to była jednak ta łatwiejsza strona misji. Nie wiedzieli gdzie mogą znaleźć Sucky'go i Madie. Znali drogę do obozu Scara, dzięki Taminie i Cassidy. Po jakiś 3 godzinach zobaczyli małe światło na polance. Skierowali się tam, lecz nadal pozostali w cieniu drzew. Nikogo nie było na środku polany, tylko palił się wesoło ogień. Nie wyszli jednak, ponieważ to mogła być zasadzka. Zauważyli jakąś książkę przy starej sośnie. Fatum podniosła ją, a wtedy rozległ się za nimi śmiech,
-Myślicie, że jestem taki głupi? Teraz zapłacicie za to, że przyleźliście tu. Małe wilczki są moje. Nic nie poradzę, że są takie naiwne- powiedział Scar.
-Nie masz prawa tak mówić! To nie są twoje dzieci- warknęła Morgana.
-Ciebie to pamiętam i tą wilczyce również, ale ty jesteś jakiś nowy. Dobrze. Mamy więc spotkanie starych znajomych- Scar uśmiechnął się- Powitajcie moją ekipę.
Zza drzew wyszły inne wilki i otoczyły Aresa, Morganę i Fatum.
-Musimy się jakoś wydostać. Biegniemy na wprost i odbijamy potem w lewo. Nie zatrzymujemy się dopóki nie dojdziemy do domu- wydała rozkaz Fatum szeptem.
-Co tam mówicie? Nie słyszę- zły wilk zbliżył się do trójki.
-A nic ważnego ... JUŻ!- strażniczka krzyknęła i ruszyła do biegu. Rzucili się na jakąś wilczyce. Ktoś uczepił się karku Aresa, ale ten wyrwał się. Niestety nie obeszło się bez ran Zaczęli uciekać.
* * *
Po 2 godzinach dotarli na miejsce zdyszani. Dopiero 10 minut przed polanką watahy Channel, Scar się odczepił od nich, ale bali się zwolnić.
Channel oraz Dan wypadli nagle, zasypując zmęczonych Aresa, Morganę i Fatum lawiną pytań, Po chwili Channel zorientowała się, że nigdzie nie ma Sucky'ego, ani Madie. Fatum w milczeniu rzuciła pod nogi przywódczyni, małą książeczkę, która okazała się dziennikiem.
-Szkoda, że nie powiodło się. Chodźcie do nas. Złożycie nam raport- mruknął Dan. Wszyscy skierowali się w ciszy w stronę drzewa Dana.
Historia 11
Historia 11
Rodzeństwo Sucky i Madie beztrosko bawiły się koło drzewa rodziców. Jako małe szczeniaczki nie przejmowały się nikim i niczym. Ciekawiło je dosłownie wszystko, od rosnących na łąkach kwiatach do ćwierkających ptaków. Nie słuchały rodziców. Często robiły co chcą. Nie rozumiały
świata dorosłych i nawet nie chciały zrozumieć. Biegały szczekając za sobą. W ogóle nie zdawały sobie sprawy z tego, jakie grozi im niebezpieczeństwo. Nie wiedziały, że ktoś je obserwuje. Nagle zza drzew rozległ się najpiękniejszy śpiew jaki kiedykolwiek usłyszeli. Nie rozumiały słów piosenki. Wydawało im się, że to w jakimś innym języku. Nagle na polankę wyszły dwie, białe wilczyce. To one śpiewały. Zaczeły się cofać w stronę lasu i zerwały się do biegu. Sucky i Madie spojrzeli po sobie i oboje pobiegły za tymi wilczycami. Bieg przez las nie był przyjemny. Szczeniaki, cały czas się potykały, zaplątywały w kolczaste krzaki. Co jakiś czas traciły z oczu swój cel. Ale kierowały
się wtedy słuchem. Wydawało im się, że biegną już z chyba godzinę. Kiedy zaczęły myśleć jak
wrócą do domu, spostrzegły, że na końcu ścieżki jest polanka, a na środku pali się ognisko. Zastanawiały się kto może rozbić obóz w środku puszczy? Jednak zobaczyły, że piękne wilczyce zatrzymały się przy płomieniach i skończyły śpiewać. Czar prysł. Dzieci nieco zlęknione podeszły do nich. Zobaczyły, że nieznajome nie patrzą na nie, tylko na coś co stało za nimi. Odwróciły się natychmiast i spojrzały w uśmiechnięte oblicze jakiegoś mrocznego wilka z blizną na boku. Wilk zacmokał z irytacją.
-Perfidy i Asferia, dobrze się spisałyście- spojrzał na Madie i Sucky'ego- a was moja dawna przyjaciółka powinna bardziej przypilnować. Nie ma nic głupszego niż male wilki bez opieki. Ale cóż teraz będzie musiała zapłacić za swą głupotę- powiedział wilk.
Wilczki zdały sobie sprawę kto stoi przed nimi. Zanim zdążyły coś pisnąć, wilczyce z tyły zaciągnęły przerażone dzieci do jakiejś ciemnej i zatęchłej dziury pod drzewem i zamknęły kamieniem.
-Wojnę czas zacząć- uśmiechnął się Scar. Wszystko szło na razie mu po jego myśli.
Rodzeństwo Sucky i Madie beztrosko bawiły się koło drzewa rodziców. Jako małe szczeniaczki nie przejmowały się nikim i niczym. Ciekawiło je dosłownie wszystko, od rosnących na łąkach kwiatach do ćwierkających ptaków. Nie słuchały rodziców. Często robiły co chcą. Nie rozumiały
świata dorosłych i nawet nie chciały zrozumieć. Biegały szczekając za sobą. W ogóle nie zdawały sobie sprawy z tego, jakie grozi im niebezpieczeństwo. Nie wiedziały, że ktoś je obserwuje. Nagle zza drzew rozległ się najpiękniejszy śpiew jaki kiedykolwiek usłyszeli. Nie rozumiały słów piosenki. Wydawało im się, że to w jakimś innym języku. Nagle na polankę wyszły dwie, białe wilczyce. To one śpiewały. Zaczeły się cofać w stronę lasu i zerwały się do biegu. Sucky i Madie spojrzeli po sobie i oboje pobiegły za tymi wilczycami. Bieg przez las nie był przyjemny. Szczeniaki, cały czas się potykały, zaplątywały w kolczaste krzaki. Co jakiś czas traciły z oczu swój cel. Ale kierowały
się wtedy słuchem. Wydawało im się, że biegną już z chyba godzinę. Kiedy zaczęły myśleć jak
wrócą do domu, spostrzegły, że na końcu ścieżki jest polanka, a na środku pali się ognisko. Zastanawiały się kto może rozbić obóz w środku puszczy? Jednak zobaczyły, że piękne wilczyce zatrzymały się przy płomieniach i skończyły śpiewać. Czar prysł. Dzieci nieco zlęknione podeszły do nich. Zobaczyły, że nieznajome nie patrzą na nie, tylko na coś co stało za nimi. Odwróciły się natychmiast i spojrzały w uśmiechnięte oblicze jakiegoś mrocznego wilka z blizną na boku. Wilk zacmokał z irytacją.
-Perfidy i Asferia, dobrze się spisałyście- spojrzał na Madie i Sucky'ego- a was moja dawna przyjaciółka powinna bardziej przypilnować. Nie ma nic głupszego niż male wilki bez opieki. Ale cóż teraz będzie musiała zapłacić za swą głupotę- powiedział wilk.
Wilczki zdały sobie sprawę kto stoi przed nimi. Zanim zdążyły coś pisnąć, wilczyce z tyły zaciągnęły przerażone dzieci do jakiejś ciemnej i zatęchłej dziury pod drzewem i zamknęły kamieniem.
-Wojnę czas zacząć- uśmiechnął się Scar. Wszystko szło na razie mu po jego myśli.
Historia 10
Historia 10
Dzisiaj piszę ja, Scar. Pewnie się dziwicie skąd mam dziennik. Otóż ostatniej nocy wykradłem go Channel, kiedy wszyscy spali. Głupki wystawili na straży jakieś młodziki, które w ogóle nie zauważyły mnie. Aktualny stan naszej watahy to 5 samic no i ja. Jest nasz jeszcze za mało, by zaatakować. Chociaż i tak jest lepiej niż było. Chciałbym opisać jedną z historii mojej watahy. Może o tym, co działo się jak odeszły od nas Cassidy i Tamina. Wróciliśmy do obozu. Dziewczyny były bardzo złe.
-No i co się tak uśmiechasz?- spytała się Sparta.
-Bynajmniej nie ma wśród nas zdradzieckich kundli- odpowiedziałem.
-Ale wykradły od nas ważne informacje- powiedziała Viki nie wierząc w mój dobry humor.
-Żadne tam ważne. Nie wiedzą na przykład, że dołączyły do nas dwie nowe osoby- uśmiechnąłem się szerzej na widok zdumienia moich towarzyszek- Możecie wyjść!
Zza drzew wyszły 2 białe wilczyce i 1 czarna. Wszystkie miały ponure miny.
-Poznajcie Perfidy, Claer i Asferie. Są nowymi członkiniami naszej watahy. Perfidy jest szpiegiem, a Asferia i Claer wojowniczkami- mówiłem- Viki co na kolację?
-Upolowałam dzisiaj sarnę- powiedziała Viki.
Wiedziała, że nie mogła liczyć na pochwałę. Tutaj nigdy nie prawiono sobie komplementów. Panowała zazwyczaj cisza oraz zimna atmosfera. Nie lubię hałasu oraz komplementów, które tylko szkodzą. Viki w zamian dostała tylko jedno ledwo widzialne kiwnięcie głową. Nie narzekała na swój los. Sama sobie taką przyszłość wybrała. Zjedli kolację w milczeniu.
-Dobrze. Czas wymyślić jak utrudnić życie jeszcze bardziej Channel- przerwałem ciszę.
-Ja mam pomysł. Tylko nie wiem czy w jej stadzie są jakieś małe szczenięta- spytała się Perfidy.
-Owszem są- spojrzałem z ukosa na nią.
-To dobrze. Moja propozycja brzmi tak...
Dzisiaj piszę ja, Scar. Pewnie się dziwicie skąd mam dziennik. Otóż ostatniej nocy wykradłem go Channel, kiedy wszyscy spali. Głupki wystawili na straży jakieś młodziki, które w ogóle nie zauważyły mnie. Aktualny stan naszej watahy to 5 samic no i ja. Jest nasz jeszcze za mało, by zaatakować. Chociaż i tak jest lepiej niż było. Chciałbym opisać jedną z historii mojej watahy. Może o tym, co działo się jak odeszły od nas Cassidy i Tamina. Wróciliśmy do obozu. Dziewczyny były bardzo złe.
-No i co się tak uśmiechasz?- spytała się Sparta.
-Bynajmniej nie ma wśród nas zdradzieckich kundli- odpowiedziałem.
-Ale wykradły od nas ważne informacje- powiedziała Viki nie wierząc w mój dobry humor.
-Żadne tam ważne. Nie wiedzą na przykład, że dołączyły do nas dwie nowe osoby- uśmiechnąłem się szerzej na widok zdumienia moich towarzyszek- Możecie wyjść!
Zza drzew wyszły 2 białe wilczyce i 1 czarna. Wszystkie miały ponure miny.
-Poznajcie Perfidy, Claer i Asferie. Są nowymi członkiniami naszej watahy. Perfidy jest szpiegiem, a Asferia i Claer wojowniczkami- mówiłem- Viki co na kolację?
-Upolowałam dzisiaj sarnę- powiedziała Viki.
Wiedziała, że nie mogła liczyć na pochwałę. Tutaj nigdy nie prawiono sobie komplementów. Panowała zazwyczaj cisza oraz zimna atmosfera. Nie lubię hałasu oraz komplementów, które tylko szkodzą. Viki w zamian dostała tylko jedno ledwo widzialne kiwnięcie głową. Nie narzekała na swój los. Sama sobie taką przyszłość wybrała. Zjedli kolację w milczeniu.
-Dobrze. Czas wymyślić jak utrudnić życie jeszcze bardziej Channel- przerwałem ciszę.
-Ja mam pomysł. Tylko nie wiem czy w jej stadzie są jakieś małe szczenięta- spytała się Perfidy.
-Owszem są- spojrzałem z ukosa na nią.
-To dobrze. Moja propozycja brzmi tak...
Historia 9
Historia 9
Tom i Pysia siedzieli właśnie na straży. Zbliżał się właśnie jej koniec. Minął cały miesiąc od rozstania Cassidy i Toma. Na ten czas została przydzielona do niego Pysia, by miał partnera. Chociaż lubił ją bardzo nie mógł przestać tęsknić za swoją starą towarzyszką. Na dodatek jego dzieci zostały bez matki. Kiedy tak pogrążał się w swoich smętnych rozmyślaniach, Pysia wstała, bo zauważyła, że coś nie pasuje. Krzak na środku jej pola obserwacji zaczął się poruszać. Wyszły z niego nagle dwa wilki. Tom dołączył do swojej nowej partnerki i miał zaalarmować resztę, gdy zorientował się, że zna je skądś. Prawda uderzyła Toma, niczym wiadro wody ze strumyka. Przecież to była Cassidy i Tamina! Ale coś nie pasowało. Zmieniły się strasznie. Zobaczył, że obie mają świeżych rany oraz blizny. Podbiegł razem z Pysią do nich, by pomóc. Zaprowadzili je do Channel. Po paru minutach przybiegła Black Hope i zaczęła opatrywać rany. Tymczasem dwie wilczyce opowiadały swą historię.
-Ten miesiąc, który przeżyłyśmy był chyba najgorszym okresem w naszym życiu. Zostałyśmy brutalnie w nocy wrzucone do rzeki, podbierano nam jedzenie, bito nas, patrzono na nas jak na wrogów, ogółem panowała bardzo zła atmosfera. Ale nic nie mogło być gorszą katuszą niż koniec- powiedziała Tamina i umilkła patrząc w ogień.
-Kiedy nadszedł czas byśmy wróciły do was wszystko się popsuło. Nie wiem czy popełniłyśmy jakiś błąd. Ustaliłyśmy, że znikniemy w nocy, kiedy wszyscy będą spać. Jakimś sposobem dowiedziano się, że uciekamy akurat wtedy. Gdy byłyśmy w połowie drogi spotkałyśmy Scara. Spytał się co robimy o tak późnej porze. Skłamałyśmy, że poszłyśmy na łowy. Nie uwierzył nam. Próbowałyśmy go wyminąć, ale wtedy zaczęła się walka. Z linii drzew wyszły jego towarzyszki i rzuciły się na nas. Nie miałyśmy przewagi- mówiła Cassidy.
-Nie wiem jakim cudem zdołałyśmy im uciec. Jednak jakoś się udało. Dostałyśmy za to nieźle w kość. Biegłyśmy potem już całą drogę, aż dotarłyśmy tutaj- dokończyła Tamina.
Black Hope w tym czasie skończyła pracę, skłoniła głowę i odeszła.
-Dobrze, czas się położyć. Jutro porozmawiamy o waszej misji. Chcę dostać pełen raport.- powiedziała Channel.
-Odwaliłyście kawał dobrej roboty- odezwał się Ben, który w tej chwili wszedł, ale najwyraźniej podsłuchiwał.
Cassidy i Tamina po raz pierwszy od przybycia uśmiechnęły oraz naprawdę poczuły się bezpieczne. Ich koszmar się skończył.
Tom i Pysia siedzieli właśnie na straży. Zbliżał się właśnie jej koniec. Minął cały miesiąc od rozstania Cassidy i Toma. Na ten czas została przydzielona do niego Pysia, by miał partnera. Chociaż lubił ją bardzo nie mógł przestać tęsknić za swoją starą towarzyszką. Na dodatek jego dzieci zostały bez matki. Kiedy tak pogrążał się w swoich smętnych rozmyślaniach, Pysia wstała, bo zauważyła, że coś nie pasuje. Krzak na środku jej pola obserwacji zaczął się poruszać. Wyszły z niego nagle dwa wilki. Tom dołączył do swojej nowej partnerki i miał zaalarmować resztę, gdy zorientował się, że zna je skądś. Prawda uderzyła Toma, niczym wiadro wody ze strumyka. Przecież to była Cassidy i Tamina! Ale coś nie pasowało. Zmieniły się strasznie. Zobaczył, że obie mają świeżych rany oraz blizny. Podbiegł razem z Pysią do nich, by pomóc. Zaprowadzili je do Channel. Po paru minutach przybiegła Black Hope i zaczęła opatrywać rany. Tymczasem dwie wilczyce opowiadały swą historię.
-Ten miesiąc, który przeżyłyśmy był chyba najgorszym okresem w naszym życiu. Zostałyśmy brutalnie w nocy wrzucone do rzeki, podbierano nam jedzenie, bito nas, patrzono na nas jak na wrogów, ogółem panowała bardzo zła atmosfera. Ale nic nie mogło być gorszą katuszą niż koniec- powiedziała Tamina i umilkła patrząc w ogień.
-Kiedy nadszedł czas byśmy wróciły do was wszystko się popsuło. Nie wiem czy popełniłyśmy jakiś błąd. Ustaliłyśmy, że znikniemy w nocy, kiedy wszyscy będą spać. Jakimś sposobem dowiedziano się, że uciekamy akurat wtedy. Gdy byłyśmy w połowie drogi spotkałyśmy Scara. Spytał się co robimy o tak późnej porze. Skłamałyśmy, że poszłyśmy na łowy. Nie uwierzył nam. Próbowałyśmy go wyminąć, ale wtedy zaczęła się walka. Z linii drzew wyszły jego towarzyszki i rzuciły się na nas. Nie miałyśmy przewagi- mówiła Cassidy.
-Nie wiem jakim cudem zdołałyśmy im uciec. Jednak jakoś się udało. Dostałyśmy za to nieźle w kość. Biegłyśmy potem już całą drogę, aż dotarłyśmy tutaj- dokończyła Tamina.
Black Hope w tym czasie skończyła pracę, skłoniła głowę i odeszła.
-Dobrze, czas się położyć. Jutro porozmawiamy o waszej misji. Chcę dostać pełen raport.- powiedziała Channel.
-Odwaliłyście kawał dobrej roboty- odezwał się Ben, który w tej chwili wszedł, ale najwyraźniej podsłuchiwał.
Cassidy i Tamina po raz pierwszy od przybycia uśmiechnęły oraz naprawdę poczuły się bezpieczne. Ich koszmar się skończył.
Historia 8
Historia 8
Czy czuliście się kiedyś tak jak Tamina oraz Cassidy? Tak? Czy myśleliście tylko wtedy, by uciec, zapaść się pod ziemię i nigdy nie wrócić? Ale czy trzymał was jakiś impuls, głos, który podpowiadał, że musisz zostać bo masz zadanie do wykonania. To czuły obie wilczyce ciągnięte i popychane brutalnie przez Spartę i Viki. 10 minut zamieniło się w potworną wieczność, która na dodatek zakończyła się średniej wysokości występem skalnym, a nad nim płynącą rzeką.
-Dobrze jesteśmy na miejscu- powiedziała Viki.
-Zobaczymy z jakiej gliny zostałyście ulepione- ciągneła Sparta- Jeśli wytrzymacie nasz chrzest możecie dołączyć do nas.
- No dalej! Hop do rzeki! Im szybciej tym lepiej- Viki popędziła wilczyce w stronę brzegu występu.
Nagle skała ułamała się pod ciężarem Cassidy i Taminy, a one runęły w rzekę. Woda okazała się strasznie lodowata. Po chwili obie wilczyce dostawały zawrotów głowy. Nie mogły wytrzymać dłużej. Cassidy płynęła pierwsza. Zobaczyła w oddali piaszczysty brzeg. Złapała swoją przyjaciółkę i zaczęła się kierować w stronę brzegu. Po chwili udało jej się wyjść z wody.
-Tamino! Tamino?- spojrzała w kierunku nieruszającej sie wilczycy. Zaczęła Ruszać ją łapą, bojąc się najgorszego.
-Już, wystarczy. Żyję!- mruknęła Tamina, otwierając oczy.
Cassidy pomogła jej wstać i ruszyły w stronę lasu. Szybko odnalazły drogę do ich nowego domu. Przy ognisku zastały wylegującego się Scara. Spojrzał na nie z ciekawością, ale nic nie powiedział. Tamina zignorowała pytający wzrok mrocznego przywódcy. Podeszła, by się ogrzać. Po chwili dołączyła do niej Cassidy i obie zapadły w głęboki sen. Sen dzięki, któremu mogły zapomnieć o swoim rzeczywistym koszmarze.
Czy czuliście się kiedyś tak jak Tamina oraz Cassidy? Tak? Czy myśleliście tylko wtedy, by uciec, zapaść się pod ziemię i nigdy nie wrócić? Ale czy trzymał was jakiś impuls, głos, który podpowiadał, że musisz zostać bo masz zadanie do wykonania. To czuły obie wilczyce ciągnięte i popychane brutalnie przez Spartę i Viki. 10 minut zamieniło się w potworną wieczność, która na dodatek zakończyła się średniej wysokości występem skalnym, a nad nim płynącą rzeką.
-Dobrze jesteśmy na miejscu- powiedziała Viki.
-Zobaczymy z jakiej gliny zostałyście ulepione- ciągneła Sparta- Jeśli wytrzymacie nasz chrzest możecie dołączyć do nas.
- No dalej! Hop do rzeki! Im szybciej tym lepiej- Viki popędziła wilczyce w stronę brzegu występu.
Nagle skała ułamała się pod ciężarem Cassidy i Taminy, a one runęły w rzekę. Woda okazała się strasznie lodowata. Po chwili obie wilczyce dostawały zawrotów głowy. Nie mogły wytrzymać dłużej. Cassidy płynęła pierwsza. Zobaczyła w oddali piaszczysty brzeg. Złapała swoją przyjaciółkę i zaczęła się kierować w stronę brzegu. Po chwili udało jej się wyjść z wody.
-Tamino! Tamino?- spojrzała w kierunku nieruszającej sie wilczycy. Zaczęła Ruszać ją łapą, bojąc się najgorszego.
-Już, wystarczy. Żyję!- mruknęła Tamina, otwierając oczy.
Cassidy pomogła jej wstać i ruszyły w stronę lasu. Szybko odnalazły drogę do ich nowego domu. Przy ognisku zastały wylegującego się Scara. Spojrzał na nie z ciekawością, ale nic nie powiedział. Tamina zignorowała pytający wzrok mrocznego przywódcy. Podeszła, by się ogrzać. Po chwili dołączyła do niej Cassidy i obie zapadły w głęboki sen. Sen dzięki, któremu mogły zapomnieć o swoim rzeczywistym koszmarze.
Historia 7
Historia 7
Tamina i Cassidy szły jakąś godzinę za nim dostrzegły w oddali małe ognisko. Wyszły za Scarem na średniej wielkości polankę, na której w samym środku palił się ogień. Las w tej części puszczy wyglądał strasznie. Drzewo w nocy przybrały upiorny wygląd i wyciągały swe gałęzie przypominające jakieś straszne ręce z szponami z horroru.
-To jest Viki i Sparta- powiedział Scar.
Z cienia drzew wyszły jakieś 2 czarne wilczyce. Popatrzyły się jakoś dziwnie na Cassidy oraz Taminę, a następnie odwróciły się w stronę ogniska.
-Zasady są następujące:
1. Nie robicie niczego bez pozwolenia.
2. Nie rozrabiacie.
3. Nie wolno wam wtykać nosa w nieswoje sprawy.
Wilczyce popatrzyły na siebie. Obie kiwnęły głowami.
-Dobrze, poznajdujcie sobie jakieś drzewa. Później możecie coś zjeść, wypić, a ja idę położyć się spać- wstał i kiwnął w stronę mrocznych postaci przy ognisku. One również powstały i ruszyły za swoim przywódcą.
-No to co teraz?- spytała się Tamina.
-Trzeba znaleźć jakieś miejsce do spania. Jeść i pić za bardzo mi się nie chce- mruknęła Cassidy.
-Mi również.
Po 15 minutach znalazły sobie chyba najbardziej przytulne drzewa. Ułożyły się spać, ale nagle usłyszały jak coś szeleści. Z krzaków wyszły Sparta i Viki.
-Czego szukacie w naszej grupie?- spytała się Sparta.
-Wiemy, że coś knujecie- powiedziała ta druga.
-Nic nie robimy. Chciałyśmy znaleźć tylko jakąś watahę- odpowiedziała Tamina.
-Taa jasne. Już wam wierzymy. Pochodzicie stamtąd. Od tej głupiej, nadętej, pomazanej laluni, która zdradziła Scara dla jakiegoś zapchlonego kundla- warknęła Viki.
Cassidy miała trudności z zachowaniem spokoju. Jak można było tak obrazić Channel! Jak można było tak wyzwać Dana! Tamina to samo poczuła. Musiały jakoś wytrzymać. Nie mogły się zdradzić na samym początku. Gdyby to zrobiły, nie mogłyby być szpiegami.
-Skoro chcecie do nas należeć musicie najpierw przejść chrzest- uśmiechnęła się złośliwie Sparta i obie zaciągnęły młode wilczyce głęboko w las.
Tamina i Cassidy szły jakąś godzinę za nim dostrzegły w oddali małe ognisko. Wyszły za Scarem na średniej wielkości polankę, na której w samym środku palił się ogień. Las w tej części puszczy wyglądał strasznie. Drzewo w nocy przybrały upiorny wygląd i wyciągały swe gałęzie przypominające jakieś straszne ręce z szponami z horroru.
-To jest Viki i Sparta- powiedział Scar.
Z cienia drzew wyszły jakieś 2 czarne wilczyce. Popatrzyły się jakoś dziwnie na Cassidy oraz Taminę, a następnie odwróciły się w stronę ogniska.
-Zasady są następujące:
1. Nie robicie niczego bez pozwolenia.
2. Nie rozrabiacie.
3. Nie wolno wam wtykać nosa w nieswoje sprawy.
Wilczyce popatrzyły na siebie. Obie kiwnęły głowami.
-Dobrze, poznajdujcie sobie jakieś drzewa. Później możecie coś zjeść, wypić, a ja idę położyć się spać- wstał i kiwnął w stronę mrocznych postaci przy ognisku. One również powstały i ruszyły za swoim przywódcą.
-No to co teraz?- spytała się Tamina.
-Trzeba znaleźć jakieś miejsce do spania. Jeść i pić za bardzo mi się nie chce- mruknęła Cassidy.
-Mi również.
Po 15 minutach znalazły sobie chyba najbardziej przytulne drzewa. Ułożyły się spać, ale nagle usłyszały jak coś szeleści. Z krzaków wyszły Sparta i Viki.
-Czego szukacie w naszej grupie?- spytała się Sparta.
-Wiemy, że coś knujecie- powiedziała ta druga.
-Nic nie robimy. Chciałyśmy znaleźć tylko jakąś watahę- odpowiedziała Tamina.
-Taa jasne. Już wam wierzymy. Pochodzicie stamtąd. Od tej głupiej, nadętej, pomazanej laluni, która zdradziła Scara dla jakiegoś zapchlonego kundla- warknęła Viki.
Cassidy miała trudności z zachowaniem spokoju. Jak można było tak obrazić Channel! Jak można było tak wyzwać Dana! Tamina to samo poczuła. Musiały jakoś wytrzymać. Nie mogły się zdradzić na samym początku. Gdyby to zrobiły, nie mogłyby być szpiegami.
-Skoro chcecie do nas należeć musicie najpierw przejść chrzest- uśmiechnęła się złośliwie Sparta i obie zaciągnęły młode wilczyce głęboko w las.